Blogi Oknonet.pl

Ręce opadają

Poniedziałek, 13 czerwca 2011

 

Czas na coś z życia. Reklamacja? Hmm.. jakby to napisać. O serwisie mam ochotę powiedzieć bardzo dużo, ale na wciąż brakuje mi czasu i odwagi. Dokopać w internecie swojemu dostawcy z powodu odrzuconej reklamacji? To takie prostackie. Nie raz mam ochotę to zrobić, ale zawsze czekam tyle, by złość mi przeszła. Chociaż wpisy pod wpływem emocji są najlepsze.. Może kiedyś tak wypalę, więc bójcie się dostawcy (*uwaga: wcale nie myślę tu o tej konkretnej firmie!;) )

Miałem ostatnio małe zamówienie na drzwi wewnętrzne. Naturalna okleina, znana marka. Cztery pary do remontowanego mieszkania. Oczywiście utrudnienia z życia wzięte – łazienka z glazurą do skucia i położenia nowych plytek. Kto zgadnie jakie będą grubości ścian? Ja mogę, ale wolę mieć pewność, zwłaszcza że wykonawca sam ma wątpliwości. Czekamy kilka dni (umowa podpisana, zaliczka też wpłacona, więc termin „leci”.. ) Uciekło na tym ok tygodnia. Potem jakieś 4 tygodnie oczekiwania itp. Święta, majówka, awaria linii, opóźnienie. Ościeżnice przyszły szybciej – wykonawca się wściekał, bo nie mógł skończyć remontu (wg niego), więc zamontowano same futryny. Skrzydła przyszły później – w sumie zeszło się dwa miesiące. Nieznacznie inne usłojenie okleiny. Może nie pasowało idealnie do ościeżnic, ale nie było rażące. Naprawdę – zamontowałbym je u siebie bez mrugnięcia okiem.

Ale nie ma to jak życzliwi.. Wykonawca się zawahał. Zgłosił problem. Inwestorka się wścieka. Mały problem (oczywiście drzwi nie zapłacone,bo towar z powodu pośpiechu pojechał prosto do Klientki). Reklamacja odrzucona, zero inicjatywny do jakiekolwiek pomocy ze strony hurtowni czy producenta (dobrze będzie wyglądało w statystykach dla Prezesa, prawda?) Klientka finalnie zwróciła skrzydła, zapłaciła za ościeżnice (mogło być gorzej, bo mi z kolei ”życzliwi” mówili, że babka po prostu nie ma ochoty zapłacić z skrzydła powiesi).

Tylko co mnie dobiło? Nie wykonawca – co człowiek zajmujący się remontami może wiedzieć o naturalnej okleinie. Chociaż od początku był dla mnie na „nie” - miał „znajomego”sprzedawcę, który zapewne odpalał mu kasę za zlecenie. Więc non stop nastawiał właścicielkę na to, że u innych te drzwi byłyby szybciej – co oczywiście jest bzdurą.

W sytuacji kryzysowej pojawił się chyba ten „znajomy”.. Czego ja się dowiedziałem o sobie od Klientki... Byłem w jej oczach nieudacznikiem i krętaczem, który znalazł się w branży przypadkowo. On to dopiero jest fachowcem. A jak by uniknął różnic w tonacjach jej drzwi? Skrzydła odbiera z próbką ościeżnic i jeśli coś nie pasuje, to zwraca. Tak dba o Klienta. I oczywiście nowe skrzydła załatwi w 5 dni. Powodzenia!

Współczuję Klientce. I jestem zdruzgotany postawą tej mendy z konkurencji. Przepraszam za słowo. Innego nie znajduję w tej sytuacji..

Klient jest najważniejszy? Mam mu dać to odczuć jeśli uważam, że jest w kompletnym błędzie? Może to nieprofesjonalne, ale nie jestem aż takie pokorne ciele i bronię swoich racji i w imię tego, by wypchnąć te skrzydła nie będę się kłaniał Klientowi w pas..

Skomentuj / Zobacz komentarze

Chciałbym być dumny.. .

Czwartek, 9 czerwca 2011

Któż by nie chciał? Ale ja myślę konkretnie o naszej branży. Chciałbym być dumny ze swoich dostawców.

Nie pisałbym tak, gdybym miał powody do tej dumy.. Może jak zwykle przesadzam. Stale współpracuję z około dziesięcioma dostawcami. I żaden z nich nie zasługuje na ciepłe słowo? Nie jest tak źle..

No ale czas ponarzekać: źle się dzieje w ostatnich czasach. Większość firm ma mniej lub bardziej napięty budżet i trudno oczekiwać, że będą szastać pieniędzmi na reklamy i akcje promocyjne.

Ale czy to o to chodzi? Wiadomo, pieniądze szczęścia nie dają, ale mu bardzo pomagają. Tylko że można.. być normalnym. Można szanować swoich delaerów, grać wobec nich fair (a najlepiej z przewagą dobroduszności). Nie narzucać im przesadnych ekspozycji, tylko po to, żeby za rok wycofać produkt. A jak już wycofywać to z głową, czyli zapowiedzieć to odpowiednio wcześniej (nawet o kilka miesięcy! a nie dni...) To nie jest sklep z pieczywem i tu takie szybkie działania niczego dobrego nie przynoszą. Zresztą co mam się rozczulać nad umowami dealerskimi. Chciałbym być Partnerem a nie dealerem czy wręcz petentem. I to tyle.

Ale jest jeszcze coś.. chciałbym być dumny ze swojego Dostawcy.. Relacje między mną a nim to jedno, ale jeszcze są sprawy, które wychodzą na światło dzienne tak jakby przy okazji. Pewnie Piotrek znów napisze, że to nieprofesjonalne, ale co tam, powiem to: niepokoją mnie spory sądowe, w których są dostawcy. Wolałbym czytać w gazetach, że firma przekazała setki okien dla powodzian. Że stale wspiera lokalny dom dziecka, zorganizowała festyn dla pracowników i ich rodzin czy też wysłała ich dzieci na kolonie.

I chciałbym, by dzwoniących do firm witał rozbrzmiewający w słuchawce głos szczęśliwych ludzi (to na szczęście słyszę dość często). Chciałbym by o moim dostawcy mówiono z dumą. Wszędzie..

Ps. Proszę tego wpisu nie odbierać jednokierunkowo.

Ps.2. Czy Wy jesteście dumni ze swojego dostawcy? A z siebie i działań własnej firmy? Bo ja np.:. uważam, że daleko mi do ideału.

Skomentuj / Zobacz komentarze

Cenię Urzędowskiego..

Czwartek, 2 czerwca 2011

Do tego tematu przybierałem się wielokrotnie. Zawsze odkładałem go jednak na później. Ale wcale nie dlatego, że może nie miałbym o czym napisać:))

To konkretnie, do rzeczy:

Uczciwość rynkowa. A przynajmniej jej idealistyczne założenia. Ileż to razy dealerzy proszą Urzędowskiego o podniesienie cen. Tzn nie tyle cen, a cennika. By można było dawać po 30% rabatu. I zawsze nie znajduje to zrozumienia u Urzędowskiego. I chyba dzięki temu cenniki okien drewnianych w Polsce są jeszcze w miarę normalne. Ostatnio ten sam temat padł przy rozmowie o PCW. Nie było dyskusji, bo zdanie fabryki ( a raczej jej szefa) każdy znał.

Klienci nie są szczęśliwi, bo nie dostają wielkich rabatów. Ale ci nasi Klienci są raczej trzeźwo myślący i potrafią odróżnić cenę od rabatu. Chociaż niektórzy dealerzy próbują kształtować swoje ceny i dorzucają co nieco do kalkulacji. Nie zawsze oddają to rabatem. I wiecie co zrobił Urzędowski? Dopisał w umowie odpowiedni paragraf zakazując sprzedaży drożej... Teraz wierzycie że zależy mu na uczciwym podejściu do Klienta?

Równość dealerów. Kolejny punkt, który mnie fascynuje. Nie uwierzycie, ale każdy ma raczej taki sam rabat. Nie ma przywilejów czy też finansowych naród za wysokie obroty lub dobre znajomości. Dzięki temu każdy ma /prawie/ równe szanse i tylko od przedsiębiorczości lokalnego sprzedawcy zależy sukces. Nie ma przesadnej walki cenowej (chociaż dealerzy i tak narzekają – ja też;), żaden dealer nie urasta w przesadną siłę zarażającą fabryce. I chyba dzięki temu nie ma tu zastosowania zasada 80/20 (czyli 80% dochodów wypracowuje 20 najlepszych odbiorców). Zaskakujące, ale pierwsza strona rankingu dealerów jest wyjątkowo równa jak na tego typu zestawienia.

Wyczucie rynku i dostosowanie produktu. Bez tego nie byłby jedną z największych firm w segmencie drewna. Nie pamiętam czasów wprowadzenia okien jednoramowych z drewna klejonego, ale pamiętam końcówkę lat 90. Pracowałem u producenta plastiku. Standardem było u nas okno z szybą k 2,9. Niekiedy klienci dopłacali duże kwoty za lepsze szyby K1,7 czy też 1,3. Nikt nam nie uzmysławiał, że Ci Klienci robią to z troski o swoje wydatki na ogrzewanie. W Urzędowskim normą było już wtedy 1,1. Podobnie okno Galux. Także to było coś, co pociągnęło standard produktu do przodu.

Oczywiście są też kroki firmy, z którymi się nie zgadzam, ale.. kto nie próbuje ten nie ma.

Nie za wiele napisałem? Owszem. Pewnie temat „za co nie lubię Urzędowskiego” byłby bardziej obfity i chętniej czytany.. ale to moja sprawa:)

Ps. W sumie to napisałem ten tekst jakieś 2 miesiące temu.. ale go nie zamieściłem. Dlaczego? Bo mój główny „powód” - czyli normalny cennik przestał być aktualny. Urzędowski uległ i odtąd też w plastiku są piętrowe rabaty powyżej 30%...

Skomentuj / Zobacz komentarze