Blogi Oknonet.pl

Blog. Prywatny.

Czwartek, 23 grudnia 2010


Znów miałem ochotę postawić po tytule znak zapytania. Tylko, że jak patrzę na poprzednie wpisy, to mam wrażenie, że za często pytam. To nic innego jak wyraz mojego braku pewności siebie. Rysuję obraz swojego świata, ale nie jestem pewien czy to dobre spojrzenie, które znajduje akceptację w środowisku.

Blog

Zaczynając kilka miesięcy temu nie wiedziałem czym ma być blog. Nie miałem swojego ulubionego miejsca z blogami. Ważny był dla mnie wpis z innego miejsca na oknoblogu, który zawierał info przedruk artykułu: http://www.eioba.pl/a79065/blogowa_dezyderata_jak_pisa_bloga (nie mogę już odnaleźć tego wpisu na oknonecie)

Te kilka punktów pozwoliło mi ruszyć... Z tym, że jedną z zachęt były słowa redaktora: „zapraszam.. będzie można usuwać komentarze..”. To zdanie silnie utkwiło mi w pamięci, bo wielokrotnie wściekałem się jak czytałem na forum wypowiedzi mało prawdziwe, których intencją było tylko „dowalenie konkurencji”. Tak naprawdę to właśnie „konkurencja” doprowadza mnie do szału. Nie potrafię jej dorównać. W szkalowaniu, kłamstwie czy też zawiści. Czytając niektóre wypowiedzi na forach mam ochotę powiedzieć „dziki kraj”.

 

Prywatny blog

Każdy z nas może założyć blog. Nie wymaga to żadnego przyzwolenia Oknonetu. Mamy raczej ich błogosławieństwo i udostępnioną przestrzeń. Logując się do swojego konta w oknonecie jest taka zakładka... „zarządzaj blogiem prywatnym”... Jakże mocno brzmi :) ale prawdą jest, że można usunąć komentarze pod wpisem: zarówno te niewygodne jak i niezgodne z ideą własnego bloga.

Napisałem już czego nie cierpię. Obiecywałem sobie, że nie będę korzystał z tego „przywileju” ale co zrobić.. przelało się. Nie chcę być kojarzony z tym, co na co dzień jest na różnych forach, dlatego zrobiłem to..

Wolność słowa

Moi przeciwnicy powiedzą „przecież jest wolność słowa”, „cenzura” itp. Trudno. Nie da się wszystkim dogodzić. Nie mam nic przeciwko mało wygodnej dyskusji czy też trudnym pytaniom. Mamy wolność słowa. Ale ODPOWIEDZIALNEGO SŁOWA. Pisząc choćby dwie sylaby w sieci mam świadomość, że to co napisałem może do mnie wrócić. Nie przychodzi mi przez myśl, że mógłbym napisać kłamstwo, bo biorę odpowiedzialność za siebie. Nie tylko dlatego, że organy ścigania mogłyby mnie pociągnąć do odpowiedzialności.

Anonimowość

Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę przejść obojętnie obok zaśmiecania sieci bezpodstawnymi zarzutami. Szczególnie jak dotyczy to przestrzeni, która jest ze mną w jakiś sposób związana.. W każdym ze swoich wpisów jestem pod nickiem, ale ze świadomością, że po trzech kliknięciach myszką można dotrzeć do mojego numeru telefonu. Na blogu jestem nawet z imienia i nazwiska. Więc mam tylko minimum anonimowości. Ale wcale się tego nie boję, z tym że w obronie swojego dobrego imienia będę walczył wszelkimi dostępnymi (dopuszczonymi) środkami...

Dużo tego tłumaczenia. A wszystko z powodu usunięcia jednego wpisu.. .

No cóż.. wesołych świąt :)

Skomentuj / Zobacz komentarze

Zdjęcia w internecie. Pożyczam.. ?

Sobota, 11 grudnia 2010

 

Zdjęcia z realizacji

W swojej pracy wykorzystuję je na co dzień. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Prawdę mówiąc to podejrzałem to w innych punktach. Zdjęcia prestiżowych realizacji zawieszone w ramce, wypełniające pustą ścianę. Album z fotkami wyłożony gdzieś z boku, na stoliku, by oczekujący klient mógł czymś się zająć lub wręcz służący za podstawowe narzędzie w pracy...

Tylko co zrobić jak się startuje i ich nie mamy odpowiedniej bazy? Można dostać je od znajomych. Ściągnąć z internetu: ze strony swojego dostawcy lub innych przedstawicieli... no właśnie. Czy można?

Nie „mam ciśnienia” by udawać się do źródła przepisów prawa w zakresie ochrony praw autorskich. Zresztą nie tylko ja, bo piractwo w naszym kraju ma się dobrze. Zaczynając od programów komputerowych przez muzykę po ciuchy. Kto by się przejmował jakimś zdjęciem!? „Utwór fotograficzny” jest niewątpliwie przedmiotem chronionym z zasady. Chociaż czasem jego autor zezwala na jej wykorzystanie, szczególnie jeśli chodzi o domowy użytek.

Wyznanie

Przyznam się. W swojej pracy korzystałem ze zdjęć mojej konkurencji. Pokazywałem je swoim klientom w biurze. Chociaż nie akcentowałem, że są „obce” ale też nigdy nie fantazjowałem, że to moje realizacje. Zwykle bliższe pytanie Klienta kwitowałem to stwierdzeniem: „to zdjęcia od znajomych”.. Ale nie wiem czy owi znajomi chcieliby bym korzystał z tych zdjęć..

Z tym, że do głowy mi nie przyszło, by bez zgody autorów publikować te zdjęcia na swojej stronie internetowej ani tym bardziej przypisywać im swoje autorstwo. Tylko czy to mnie usprawiedliwia? Jestem świadomy, że też mam skazy, np. wszelkie zdjęcia swoich dostawców. Nie zapytałem ich o zgodę.. Albo przykład materiałów z Porty, która ma bardzo rozbudowany serwis udostępniający pliki do reklam. Ktoś z Was przeczytał warunki licencji i po zrobieniu projektu wysłał go do Porty, tak jak o to proszą?

Kto jest bez winy...

Ale ja zacznę. Robię mnóstwo zdjęć. Fotki obrazujące realizacje bardzo pomagają mi w pracy i nie mam nic przeciw by także pomagały moim znajomym. Zdaję sobie sprawę, że służą także konkurencji – czasem są podpisane jako własna realizacja, a czasem służą jako „materiał dowodowy” dla wytykania fuszerek. Wszystko zależy od intencji.

Odkąd zacząłem publikować zdjęcia na swojej stronie uważnie patrzę jak, pojawiają się w różnych miejscach. Już kiedyś wcześniej, dałem płytę znajomemu. Pojawiły się na stronie jego znajomego - dealera bez pytania o zgodę na upublicznienie.. Prośba mailem o ich usunięcie została zignorowana i jestem pewien, że facet udaje, iż nic do niego nie doszło..

Podobnie niedawno, znalazłem swoje fotki na stronie nieznanej mi firmy. Okrojone, bez mojego logo i wskazania źródła pochodzenia. Poprosiłem o wyjaśnienia. Zero reakcji.

Ale by nie było małostkowo: uważnie śledzę ruch w sieci. Co raz znajduję zdjęcia mojego dostawcy na stronach konkurencji: zawsze piszę małego maila ze zwróceniem uwagi pod adres wskazany na stronie i tak: twórca strony mówi, że zrobił ją z materiałów dostarczonych przez zlecającego, a właściciel firmy... nie odpisuje. Nasza branża jest do szpiku kości niewrażliwa na piractwo. Jakiś rok temu trafiłem na stronę jednego z dealerów konkurencji. Fajne fotki obrazujące tą witrynę pochodziły z materiałów jego największego rynkowego rywala. Zbliżenia charakterystycznych elementów okna, w tym znaczka firmowego... jakże nieudolnie wymazanego i zastąpionego „właściwym”. Oczywiście – właściciel strony nie odpowiedział.. nie odezwała się także „dawca” podrobionego logo.. i nic nie zrobiła firma, której materiały wykorzystano.

Mamy poważniejsze sprawy na głowie? Czy to brak świadomości lub też ogólne przyzwolenie? Tak czy inaczej.. nie ma powodów do chwały..

Skomentuj / Zobacz komentarze