Blogi Oknonet.pl

Oświadczenie

Sobota, 20 listopada 2010

 

Zaskakująco dużo mam ostatnio powodów do pisania. Nie jest nudno. Ale to co dziś do mnie doszło wprawiło mnie w osłupienie. Przez chwilę uśmiałem się, potem zniesmaczyłem a na koniec chciałem napisać fax do Prezesa jednej ze spółek produkujących okna drewniane. Tylko co by to zmieniło w mojej sytuacji?

Znajomy napisał do mnie: „słyszałem, że przechodzisz wraz z większą grupą dealerów Urzędowskiego do konkurencji” - oczywiście wymienił mi nazwę firmy. Tak się złożyło, że przedstawiciel tego producenta był u mnie w czwartek. Nawiasem mówiąc w piątek był z innej firmy, podobnie jakiś miesiąc temu – także był miły człowiek (nie po raz pierwszy zresztą).

Szanowny Prezesie.

Oczywiście rozmawiałem z przedstawicielem Pana firmy. Sam byłem przez wiele lat handlowcem i odwiedzałem setki punktów stąd wiem, że zamykanie drzwi przed konkurencją nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy rozgłaszanie na prawo i lewo, że firma po jednej rozmowie chce zmienić dostawcę - tym bardziej jeśli rozmowa była grzecznościowa a nie handlowa. Uważam, że prowadzą Państwo nieuczciwą grę rynkową mającą na celu wywarcie wrażenia, że wszyscy dealerzy Urzędowskiego chcą nagle zmienić dostawcę.

Nie zamierzam przejść do Pana firmy, a fakt rozmowy z przedstawicielem nie oznacza, że jestem zainteresowany sprzedawaniem Pana wyrobów. Ofertę firmy zawsze chętnie poznam, z przedstawicielem także się umówię – nawet gdyby był on z firm powszechnie uznanych za najgorsze na rynku. Ale ja o współpracy w żadnym wypadku nie myślę. Dla mnie wystarczy że człowiek, z którym rozmawiam prezentuje w miarę porządny poziom. Lubię orientować się co się dzieje na rynku. I tyle.

Szanowny Prezesie/ Przedstawicielu.

Rozpuszczanie takich nieprawdziwych informacji odbieram jako działania na szkodę mojej firmy i oczekuję, że zaprzestaną Państwo króków tego typu w przyszłości. Może po wizycie przestałem patrzeć na Państwa firmę negatywnie, ale po echach które wróciły czuję się wykorzystany i moja niechęć do Waszej firmy została spotęgowana.

Nie zamierzam zmieniać dostawcy. Wolę przeżyć kilka słabszych miesięcy, niż współpracować z kimś, do kogo nie mam zaufania, które buduje się przez długie lata.

 

Z poważaniem

Paweł Pietruczanis

właściciel firmy Alterdom Siedlce

 

Ps. Oferta przedstawiciela, który odwiedził mnie w piątek jest – jak dla mnie – lepsza.

Skomentuj / Zobacz komentarze

Fora internetowe - marketing szeptany?

Piątek, 19 listopada 2010

W założeniach miałem nie mieszać ze sobą dwóch blogów ani tym bardziej dublować wpisów. Ale po jednym ze wczorajszych komentarzy nie wytrzymałem i podałem autorowi komentarza link do konkurencyjnej do Oknobloga strony, na której także czasem coś napiszę. Ale jeśli temat jest obecny także tu, na oknonecie.. to postanowiłem zamieścić tamte przemyślenia. Przepraszam za małą oryginalność, ale to decyzja z tej chwili. Tu i teraz.

 

Fora internetowe

Jest ich mnóstwo. Od bardzo rzeczowych, przez typowe marketingowe po plotkarskie. Wszystkie czytają ludzie i jakaś ich część na opiniach z forów podejmuje swoje decyzje zakupowe. Jedni dyskutowane tematy biorą śmiertelnie poważnie – na innych wpływa to tylko podświadomie.

Tak czy inaczej dobrze mieć na forach dobrą opinię. Ale czy wystarczy „oddelegować” do śledzenia forów pracownika? Lub nakazać na zebraniu firmowym udzielać się i tworzyć dobry obraz? Nie, nie wystarczy!

Co gorsza, to przynosi efekt gorszy od zamierzonego. Przeciętny użytkownik internetu, szukający informacji dotyczących budowy domu to raczej człowiek mądrzejszy od średniej. To nie jest ciemny lud, którym da się łatwo manipulować.

Od wielu lat jestem stałym użytkownikiem forów. Mam swoje ulubione miejsca w sieci. Wybieram głównie te, które żyją, gdzie toczy się ciekawa dyskusja, gdzie mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego. Odkąd - z grubsza - znam zasady indeksowania stron w wyszukiwarkach śledzę w googlach wyniki wyszukiwania dla ulubionych haseł (np.: „okna XYZ”) i niemal zawsze w pierwszej 10 wyników jest dwa - trzy linki do forów. Więc są to czytane strony i warto o nie walczyć.

 

Precz z „jednopostowcami”!

To nie takie proste – zalogować się i od razu napisać coś „ku chwale firmy”. Naprawdę widać wysyp jednorazowych użytkowników, którzy ni stąd ni zowąd pieją z zachwytu nad określoną firmą. Takie wpisy są zauważalne i bardzo rażą doświadczonych użytkowników forów. Są wręcz wykpiwane i chyba finalnie przynoszą więcej szkody niż pożytku, a na pewno wpływają na złą opinię stałych użytkowników, którzy mają największy wpływ na kierunek marketingu szeptanego. Lubianym firmom lub użytkownikom wybacza się małe reklamy. Ale agresywny marketing na pewno zostanie skrytykowany.

Mój początek na forach był w czasach, kiedy jeszcze pracowałem dla producenta. Przeczytałem w necie opinię niezadowolonego Klienta która brzmiała z grubsza tak: „Nie polecam firmy X, ich montażyści nie dość że się spóźnili, to jeszcze zabrudzili mi kibel” Kurczę! to nie byli montażyści z firmy X, a jedynie od jego przedstawiciela. Uznałem, że warto zaistnieć w sieci i walczyć z takimi wpisami, tzn. prostować je, wygładzać ich wydźwięk.. Ale robiłem to zawsze uczciwie, nigdy nie ukrywając kim jestem. I taką strategię przyjmuję zawsze. Nie reklamuję wprost danej firmy, a walczę z negatywnymi wpisami. Chociaż czasem ręce opadają, bo niektórych rzeczy nie da się prostować. Nawet gdyby ktoś chciał mi płacić za wpisy – nie zrobiłbym tego. Notabene, na jednym z forów którym aktywnie uczestniczę jest człowiek, który od roku „wrzuca” co raz adres jednego producenta – widać ewidentnie, że facet robi to na siłę. Ale nikt go (jeszcze) nie „pojechał”, bo gość jest specem od szyb i w tym temacie wnosi dużo wiedzy..

 

Jeszcze raz przepraszam za powtarzający się wpis... ale musiałem, bo ta sprawa nie daje mi spokoju.

 

Skomentuj / Zobacz komentarze

Niezależność

Czwartek, 18 listopada 2010

 

Napisałem na witrynie internetowej atut swojej firmy: „niezależność - czyli pewność wyboru, bo nie jesteśmy salonem firmowym żadnej z firm .. Status „autoryzowanego dealera” daje nam – i wierzymy że Państwu także - świadomość, że możemy zawsze proponować tylko te rozwiązania, które uważamy za najkorzystniejsze właśnie dla Państwa i nie będziemy nigdy zmuszeni do sztywnego prezentowania poglądów danej firmy”

Dziś cieszę się, że się nie zdeklarowałem. Nie uległem pokusie (teoretycznie) lepszych rabatów. Jestem niezależny, więc kłopoty mojego dostawcy mnie aż tak nie dotyczą. Może to brzmi egoistycznie.. ale to jest tylko biznes i wiem, że gdybym to ja miał kłopoty, to: „dawca logo” specjalnie by się tym nie przejął. No może – gdybym był liczącym się odbiorcą – westchnąłby z obawy o realizacje swoich planów sprzedaży..

Brutalne? Takie jest życie... Ostatnio na jakimś blogu jeden z prezesów skomentował mój wpis dotyczący mojej niezależności odpowiedzią „ale w pojedynkę łatwiej o porażkę.. „ Nie minął miesiąc, a cieszę się, bo to nie mi grozi porażka, a mojemu dostawcy. To on ma kłopoty – przynajmniej w dziedzinie Public Relations.

Ja dzięki temu, że mam dość szeroką ofertę poradzę sobie – nie sprzedam dobrego okna PCW to ktoś kupi drewniane. Jak nie drzwi z doświetlami, to może te na klatę schodową albo bramęgarażową.

Ale nie piszę tego z satysfakcją. Nie rozglądam się nerwowo za nowym dostawcą. Martwię się tą sytuacją, ale robię wszystko, co uważam za stosowne by pomóc mojemu dostawcy. I tak wiem, że on tego nie doceni. Nie da mi wyłączności, o którą od dawna nieśmiało proszę. Ale nie będę małostkowy.

Nadal uważam, że lepszą drogą jest bycie niezależnym dealerem niż „Salonem Firmowym”. Chociaż we wpisie sprzed paru miesięcy „Koniec ery dealera” wyraziłem swoje obawy – rynek oczekuje salonów firmowych.

My, dealerzy jesteśmy postrzegani za niewiarygodnych. Ale to tylko kwestia odpowiednio długiego istnienia, reklamy i dobrego PR. A może zwykłej uczciwości w działaniu i szacunku do innych?

Marzy mi się po prostu, by być postrzeganym jako „ Alterdom = przedstawiciel firmy X , Y i Z”.

Skomentuj / Zobacz komentarze

Zbite okna?

Sobota, 6 listopada 2010

Kto rzucił kamieniem?

Takie właśnie pojawiło się pytanie w mojej głowie, po pierwszych sygnałach. (więcej informacji) Jak zwykle nie pamiętam, gdzie „dopadła” mnie ta informacja. Zdaje się, że miałem pracowite przedpołudnie. Odbierałem trzy dostawy, więc kręciłem się wokół domu. Dostałem lakonicznego smsa od żony: „Sam Urzędowski napisał nam pismo”. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi.

Jak tylko dotarłem po południu do firmy to się zdziwiłem zawartą w nim treścią. Niezła odezwa. Oświadczenie żywiołowe (jak to Urzędowski), godne dobrego polityka (chociaż niekoniecznie tacy politycy wzbudzają sympatię). Wynikało z niej, że jest napaść na firmę, której miała się dopuścić jedna z autorek działu gospodarczego tygodnika Polityki. No cóż... Zaskakujące..

W dwóch czy trzech sklepach, w których jest kolportowana prasa Polityki nie znalazłem - a była środa. Nie sprzedała się tak szybko ze względu na tą „sensacyjną” zawartość, bo przeciętnego człowieka nie obchodzi jakiś Urzędowski (ludzie budujący domy nie bardzo wiedzą, co to za firma, więc co mówić o naradzie;). Pytałem ekspedientki - nie dostają tego tytułu. Znów zaskakujące, bo w moich studenckich czasach tygodniki opinii cieszyły się ogromną popularnością. .

Miałem nie pisać o „Wybitych oknach”, bo w moim założeniu to nie miał być blog o Urzędowskim – a póki co temat ten zaczyna dominować. Z tym że, po jednym wpisie w komentarzach zrozumiałem, że tego właśnie oczekujecie? Ok. Mam bardzo pracowity okres w pracy (full montaży, a ja chwilowo zastępuję montażystę), więc i nie było kiedy się odezwać. Dziś też dopiero wróciłem do domu i piszę, by to jutro rano wrzucić na blog..

Co myśleć o sytuacji Urzędowskiego? Pewnie nie jeden z nas (dealerów) czuje się jak zbity pies.. A ja może i mam pewien niepokój, ale nie jest to brak wiary – takie opinie pojawiają się co raz.. Na sygnały płynące od konkurencji reagowałem uśmiechem – bo żadne nie miały potwierdzenia. Upadek? Przecież tego dnia miałem u siebie dwa samochody z ich oknami – wszystko przyjechało w dopuszczalnym terminie. To co ja mam powiedzieć o innym dostawcy, który od tygodni obiecuje dostawy, których nie ma...

Przede wszystkim otoczenie artykułu było pozytywne dla produktów tej firmy. Każdy z nas sobie ceni te okna i drzwi – bo niewielu im może dorównywać. Ale okoliczności kontaktów z CZH... hmm.. Tak naprawę niewiele można powiedzieć, bo nie znamy faktów. Tym przedstawionym w artykule zdecydowanie sprzeciwia się w piśmie Urzędowski twierdząc, że autorka nie dołożyła należytej staranności w zbieraniu dokumentów i nie chciała poznać dokumentów będących w posiadaniu fabryki. Komu wierzyć? Nie twierdzę, że artykuł jest pisany na zamówienie. Ale też wiem, jak łatwo jest zmanipulować cudze umysły dostarczając niepełne dane i inspirować tym do napisania sensacyjnego tekstu..

Nie wszystko mi pasuje do mojej układanki – nie wiem już kiedy Urzędowski odkrył u siebie „przekręt” -czy było to w kwietniu (kiedy miał rozstać się z dotychczasowym Prezesem), czy we wrześniu, kiedy „poszło” doniesienie do prokuratury?.

Śmieszne jest dla mnie interesowanie tą sprawą ABW. Kogo jeszcze? CIA? Bądźmy poważni. Rozumiem wzburzenie (a może nie rozumiem, bo w życiu nie miałem takiej firmy by się o nią aż tak martwić), ale nie róbmy sensacji.

Mam też jeden argument „za” układem – we wtorek zadzwonił do mnie znajomy i zapytał: „co się dzieje w Urzędowskim? Była u mnie konkurencja i takie rzeczy opowiadali... !?” Kurczę. Zbieg okoliczności? Czy może jednak ktoś z branży wiedział wcześniej o tym artykule? A może po prostu Polityka ukazuje się nie w środę, a wcześniej?

 

Aha, i jeszcze jedno – sensacyjne odkrycie: we wspominanym przeze mnie Raporcie 1000 widnieją inne wartości przychodów Urzędowskiego. Bardzo inne! Ale nie podam jakie :)

Skomentuj / Zobacz komentarze