Blogi Oknonet.pl

Płatniczy terroryzm

Piątek, 22 października 2010

 

Każdy z szefów firm produkcyjnych lub handlowych znajdzie w swoim portfelu klientów takich, którzy mają problemy z regulowaniem swoich płatności.. Notorycznie lub jednostkowo.. Zawsze się taki znajdzie. Gorzej, jak sytuacja taka wymyka się spod kontroli i spędza sen z powiek. Ze „swojej” historii pamiętam firmę, która przy obrotach 50mln rocznie miała ok 2 mln przeterminowanych należności, w tym połowa o ponad pół roku. Przypadek? Z perspektywy czasu wiem, że nie!

 

Zachęta

Firma ta miała w zwyczaju dawać towar na przelew. Trzy transakcje za gotówkę, potem termin.. Tylko, że to nie była żadna weryfikacja! Każdego stać na małe zakupy za gotówkę, a potem hooola! Z jednej strony plany sprzedaży cisnęły dział handlowy, przedstawiciele musieli dostarczać nowe umowy a i prezesi chcieli wykazać się wynikami przed właścicielami. A lista dłużników nie była przedmiotem chwalenia się na zabraniach. Więc narastało.. Rozniosło się wśród „cwaniaczków”, że firma łatwo daje na przelew i tacy lgnęli do firmy. Jak żałuję, że nikt z nas wtedy tego nie zauważył... Pamiętam szczególnie pewne miasto, gdzie wiele podobnych przypadków (jeden z takich osłów po słownym upomnieniu zamknął mnie w biurze i groził pobiciem). Ale nazwy miasta nie wymienię, bo jest tam facet którego lubię (notabene.. firma w której pracował też miała długi! ;)

 

Twarde „NIE”

Będąc właścicielem nie sprzedałbym dziś tym firmom niczego. A bez gotówki to już w ogóle. Tacy oszuści powinni wyginąć z tego rynku! Jako odbiorca nie widzę problemów w tym, że część dostawców daje towar tylko za gotówkę. Może to dla mnie mało wygodne, ale jak nie lubię nosić kasy, to zawsze mogę wcześniej zrobić przelew. Prezesie – uwierz mi – jak ktoś jest uczciwym sprzedawcą i Cię szanuje, to znajdzie gotówkę na towar. Nie ulegaj pokusie, że zyskasz odbiorcę, jak tylko dasz przelew. Na pewno zyskasz kłopoty!

 

Długi „obiektywne”

Ileż to razy słyszałem wymówki dłużników. Przyczyny różne. A to reklamacja, a to jeszcze klient nie zapłacił.. itp. Tylko że długi narastały. Są pewne przyczyny nie do końca zależne od dealera, np. wiosną dostałem zły rozmiar opasek do drzwi – montaż na grubo ponad 20 tys. nie skończony, a producent mówi, że zrobi mi ją za 2 miesiące, bo mu się nie opłaca uruchamiać produkcji – to już przegięcie w drugą stronę!. Oczywiście nie śmiałem prosić Klienta o zapłatę, bo roboty nie skończyłem (były też inne przyczyny). Trochę żałuję, że nie wykorzystałem wtedy zapisu ze swojej umowy: „zapłata za towar najpóźniej przed montażem”. Finalnie skończyło się dobrze, ale 20 tys. przez dwa miesiące musiałem założyć od siebie, bo nie mam zwyczaju nie płacić za faktury by „zmusić” Producenta do pilnego zamknięcia reklamacji.

 

Policzek dla dealera

Niektórzy dostawcy przy warunkach promocji dopisują „ obowiązuje przy wpłacie 100% zaliczki”, „warunkiem udziału jest brak zaległości płatniczych itp”. Super, cieszę się, bo wiem, że firma dba o swoje finanse. Ale czy na pewno? Jeden z dostawców ma problemy z dotrzymaniem swoich terminów realizacji. Przyczyny nie znane, a jak nie wiadomo o co chodzi.. ale jak to możliwe, jak większość zamówień robi w promocji, z pełną zaliczką? Chyba, że nie do końca.. może dla wybrańców jednak nie obowiązuje te 100% a trochę mniej.. i może mają jakieś „przywileje” przy płatnościach... ? Albo czy promocji nie daje także tym, co jednak trochę zalegają.. To już – jako UCZCIWY płatnik powiem – jest to dla mnie policzek z waszej strony! Obraza..

 

Wyjście

Proste. Nie sprzedawać dłużnikom. Nie wysyłać im transportów. Nic tak nie mobilizuje, jak naciskający klient – a przecież nikt się nie przyzna, że nie ma towaru bo zalega i wtedy będzie musiał zrobić wszystko by się spłacić. A może wstrzymanie dostaw neguje prawnik jako niezgodne z umową? To ja bym nie chciał takich odbiorców. Nie wpisano zastrzeżeń w umowie? To są promocje, ale uwarunkowane! Tylko dotrzymajcie słowa! Po prostu. Dłużnik – mimo że dobrze sprzedaje – nie kupi? I co z tego, jak nie płaci! Kupią za to Ci, co sprzedają uczciwie i terminowo się regulują. Może nie są tak przebojowi, ale dzięki temu będą mogli się rozwinąć, bo ich konkurent (który może sprzedaje na wariata i przez to ma długi) nie będzie miał promocji lub terminowych dostaw. Proste, zachęcające.

Skomentuj / Zobacz komentarze

Nobel w dziedzinie „montaż”, czyli uszy do góry!?

Piątek, 8 października 2010

 

Dziś rano miałem małą rozgrzewkę. Do przerzucenia parę okien. Właściwie to nie tylko dziś, bo raczej częściej je noszę niż nie, ale tak miło pomyślałem o uszach transportowych. Że są. Właśnie sobie przypomniałem pierwsze przypadki – i jak zwykle.. myśli moje sięgnęły do czasów Okfensu. Były tam paski transportowe. Nie wiem kto je wynalazł wcześniej, ale moja pamięć obejmuje tylko 12 lat okiennego rynku.

Coraz cięższe okna, duże, niewygodne. Jak to nosić? Dlatego dziś nominuję do okienno-montażowego NOBLA ten właśnie gadżet. Jakiejkolwiek narodowości jesteś człowieku, to dziękuję Ci za te kawałki pasków!

A teraz przypadki niechlubne. Nie będę pisał o tanim oknie, które z przyczyn ekonomicznych nie jest aż tak doposażone (w końcu tu trzeba posadzić bez mała na na cały etat pracownika). Lepsze firmy potrafią też nie dawać pasków.. Dlaczego? Zabrakło taśmy? Operator wkrętarki na urlopie? A może.. no właśnie: czasem z pewnej firmy przyjeżdżają okna bez uchwytów. Zwykle cholernie ciężkie sztuki ważące każda po 100-150kg. Pytam przewoźników, czy wiedzą co się stało? Ale skąd mają wiedzieć, jak im wózkami ładuje się całe palety.. Z tym że lubię dociekać. I dwa razy moje przypuszczenia poszły w stronę... złości szefów.

Wyobrażam sobie taką sytuację: ściągam okno, kąt nachylenia z jednej strony robi się zbyt ostry i pasek wyskakuje ze śruby... okno oczywiście ma twarde lądowanie na ziemi (gorzej jak na stopie magazyniera). Beztroski osiłek, który rzuca oknami pewnie będzie miał pęknięty zgrzew a może i stłuczoną szybę. U mnie co najwyżej „zaryje” w trawie albo otrze się o nogę, bo zwykle ją podkładam by ratować okno.. Oczywiście pasek jest wyposażeniem okna, a skoro pękł to za szkody odpowiada producent. Nawet wyobrażam sobie, że taki „prawnik” wytoczy firmie sprawę... nie dziwię się – świat nosi takie „typy” - można przyjąć że jednego na tysiąc..

Ale żeby z tego powodu obrażać się na wszystkich innych, poprawnych montażystów? By odmawiać im tej ulgi? Tego nie rozumiem. Myślę czasem, że człowiek, który wydałby decyzję wstrzymującą montaż pasków z powodu podobnego do przytoczonego.... jest też tym jednym, „wyjątkowym” wśród tysiąca normalnych.

Dobija mnie świat, w którym trzeba pisać: „uwaga, podawane kawa i herbata są gorące”.. No to przy paskach powinno pojawić się ostrzeżenie: „Uwaga, pasek może się zerwać. Artykuł kolekcjonerski”.

Zwykle w takich sytuacjach mam ochotę powiedzieć: uwaga: życie grozi śmiercią!

Jak już jesteśmy przy Noblach to może Wy też macie jakieś typy?

 

Ps. Z żalem wyrzucam raz użyte paski (dlatego cenię sobie patent Ejota, który daje śruby i solidną rączkę). Zbieram czasem te ładne paski, odkładam.. ale nikt ich nie skupuje.. No ok, nie oczekuję tego. Ale jakby ktoś chciał, to uważam, że można by je było czasem użyć ponownie..

I tu kolejne gratulacje za pomysł: Krispol za uchwyty montażowe do bram rozdawał koszulki polo. Koszt niewielki, ale jakże mobilizuje montażystów do zbieranie drobiazgów, które zwykle lądują w kupie śmieci...

Skomentuj / Zobacz komentarze